Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cosie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cosie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 października 2015

Jesiennie

Dzisiejsza piękna pogoda wyjątkowo sprzyjała spacerom i zbieraniu "skarbów jesieni".
Mam nadzieję, że dobrze ten śliczny dzień wykorzystaliście ;)
Ja też wybrałam się na małe łowy... co prawda niedaleko, bo tylko na działeczkę teściów- a ona jest tuż koło naszego domu- ale i tak nieźle się obłowiłam.
Nazbierałam cały koszyk jarzębiny, głogu, żołędzi, orzeszków i szyszek, z naszych grządek zerwałam nieco wrzosów... jedynie na piękne, kolorowe liście trzeba jeszcze trochę poczekać.
Za to z tego co nazbierałam powstały jesienne dekoracje dla naszego domku.


Uwiłam wianek na drzwi wejściowe






Z resztek, które mi pozostały, powstała jeszcze taka jesienna dekoracja stołu:


Koszyczek, miniaturka :)



Jutro kolejny piękny, słoneczny dzień? Zobaczymy... warto korzystać z pięknej złotej polskiej jesieni.
Cudownej niedzieli życzę :)
Pozdrawiam

środa, 5 lutego 2014

Zakalec?

Czyli moja "słodka porażka" przygotowana na kolejne wyzwanie z motywem 


A piszę o porażce, bo tym razem nie jestem zadowolona ze swojej pracy :(

Prawda jest taka , że kompletnie nie miałam czasu solidnie zabrać się za ten motyw. 
Tkwię po uszy w papierach. 
Wciąż powstają kolejne komunijne zaproszenia, a jeszcze kilka zamówień w tym temacie czeka w kolejce.
A wiadomo każde zamówienie, to rzecz na wagę złota, więc z nich przede wszystkim chce się wywiązać na czas.

Ale żeby nie było, że tak kompletnie nic, w zadanym temacie, to jednak zrobiłam babeczkę -dziś zdjęcia w stylu "retro" bo na nich ten mój "zakalec" lepiej się prezentuje ;)


Tę słodką babeczkę "upichciłam" z kolorowej masy plastycznej, takiej w wersji samoutwardzalnej, więc obyło się bez pieczenia!


Wymyśliłam sobie taki kuchenny notesik na drobne zapiski, babeczka to jego ozdobnik.


Wszystkie elementy tego ciasteczka powstały za pomocą różnych narzędzi do dekoracji ciast.
Jakoś jeszcze nie zmobilizowaliśmy się do zakupienia masy cukrowej, by ich użyć zgodnie z przeznaczeniem ;)


By babeczka wyglądała bardziej apetycznie pomalowałam ją błyszczącym werniksem.


Z tyłu  babeczki i podstawki na notesik przykleiłam magnesy, bo w zamyśle moim ten zapiśnik miał wisieć na lodówce.
Niestety jej lekko obły kształt sprawia, że notesik zjeżdża gładko w dół!
Na razie więc wisi sobie na okapie kuchennym nad piecem.



Teraz pomyślałam sobie, że żeby notes był bardziej użyteczny, muszę jakoś przymocować do niego coś do pisania... później  coś wymyślę!

Pozdrawiam :)


niedziela, 8 grudnia 2013

Problem z Mikołajem!

Mam go co roku.
W naszym domu obchodzimy dzień Świętego Mikołaja
 6 grudnia, w liturgiczne wspomnienie Biskupa Miry.

 

W tym dniu obdarowuje nas prezentami  Święty Mikołaj... zazwyczaj przychodzi nocą, tak jak i czynił za życia biskup Mikołaj i zostawia nam upominki.

Dom domem, ale dzieciaki wszak chodzą do szkół i przedszkoli i tam stykają się z inną mikołajową rzeczywistością.

Na przykład w tym roku...  w czwartek córa oświadczyła, że na drugi dzień potrzebuje do szkoły czerwoną czapkę.
I znów problem... stara "pseudofilcowa" z hipermarketu okazała się być podarta!
Co było robić?
Usiadłam do maszyny i zamieniłam nogawkę ze starych spodni w  czapkę elfa:




Spodnie były mocno zużyte i miały przetarcia na kolanach, potrzebna więc była "mała" łatka- ozdobiłam ją filcowymi pierdółkami.
Brzeg czapki obszyłam białym filcem, tak samo jak i zwinięty w kulkę koniec nogawki- w ten sposób powstał biały pompon.
Jak na prawdziwego elfa przystało czapeczka miała nawet dzwoneczek :)
 


Na moim Elfiku-chochliku, wyglądała tak- nie dajcie się zwieść tej słodkiej mince!
 



Z tymi mikołajowymi zwyczajami to w ogóle jest niezłe zamieszanie.
Bo w końcu ten, w wersji krasnalkowej przychodzi 6 grudnia, czy w Boże Narodzenie

???

Powiem szczerze, że kompletnie nie rozumiem, co ma postać mikołaja do Świąt Bożego Narodzenia i dlaczego to on w Gwiazdkę przynosi prezenty

???

U nas pod choinkę prezenty dostaje się od Dzieciątka, wiem, że w niektórych rejonach Polski biega Gwiazdor przynosząc Dobrą Nowinę i upominki... ale Mikołaj i Magia Świąt

???

Pogmatwane to jest dla mnie!

Stąd raczej nie tworzę mikołajowych gadżetów.
Choć w tym roku zrobiłam wyjątek... i uszyłam skarpetę na prezenty:
 


Jak widać nie dla moich dzieci...

Po prostu, Młody szedł do kolegi na urodzinową imprezkę, a ponieważ była w czasie około- mikołajowym postanowiłam taki drobiazg dołączyć do prezentu.
Skarpeta może zostać wykorzystana jako opakowanie na prezent, lub jako dekoracja pokoju.
 


ma taką "neutralną" aplikację :)
Bałwanek z filcu wystaje z kraciastej kieszeni!
 



Skarpeta jest imienna i ma fajną, pasiastą podszewkę.
 


Na koniec, by już nie przynudzać o Mikołaju z innej beczki :)

Kostek dla kolegi zrobił karteczkę z ulubionym motywem :
 
 
Samoloty rządzą!

Moją "Mikołajkę" w czapeczce elfa


 zgłaszam na cykliczne wyzwanie w Modrak Cafe- motyw Mikołaj




Po prostu, dla mnie ten motyw skończył się 6 grudnia i innych mikołajowych prac w tym roku nie będzie!

Idę robić kartki z motywem "Dzieciątka Jezus", "Stajenki" i "Świętej Rodziny"- to jest Magia Świąt!

Pozdrawiam :)

P.S. Oczywiście to  moje osobiste zdanie na ten temat, nie twierdzę, że nie wolno myśleć i odczuwać inaczej, więc proszę się nie obrażać
:)



 

środa, 11 kwietnia 2012

Tchnienie wiosny :)


Dziś było już ją czuć w powietrzu... wyjęliśmy z Młodym rowery i pierwsza rundka "po wsi" zaliczona. O wiele przyjemniej jedzie się do sklepu rowerem niż samochodem :)
Potem Kostek zrobił otwarcie sezonu piaskownicowego, a ja z przyjemnością wystawiłam nos do słońca... czas na pierwsze, wiosenne piegi :))))

Wracając do Świąt minionych pragnę serdecznie podziękować za wszelkie wyrazy pamięci, za życzenia  wpisane tu, w Ma-kramiku, za przysłane maile, a zwłaszcza za te piękne pocztówki:



Tu szczególne wyrazy wdzięczności dla Janeczki, Iwony, Ewy i Asi . Dziękuję Kochane :)))))

 Wiosna! To soczyste kolory, budzące się do życia rośliny, owady, wijące gniazda rozświergotane ptaki... taki wiosenny klimat rozpanoszył się na naszych drzwiach wejściowych :)


A wszystko zaczęło się niewinnie... w Wielką Sobotę poszłam do ogrodu naścinać gałązek forsycji i wierzby , na wielkanocny bukiet. A jak już złapałam sekator do ręki, to od razu przycięłam gałązki naszej wybujałej brzózce. By gałązki się nie zmarnowały uwiłam z nich wianek na drzwi.

Pisałam już kiedyś, że ostatnio mam "hopla" na punkcie sizalu... i w wianku jest go sporo :)

Są też filcowe kwiatuszki, delikatne białe piórka, drewniane biedroneczki wygrzewają się w słońcu, a kaczuszka szuka miejsca na gniazdko dla swego jajeczka...

nawet miała żabka nieśmiało wychyliła się z szuwarów i uśmiecha się radośnie :)


Wianek nie jest  okrągły. Ponieważ wisiał już w Wielkanoc kształtem  przypomina jajko. 
Wiosna! Dużo się dzieje ...
Wiosna to także doskonały czas , by pospacerować, a ponieważ na wiosennym spacerze można zobaczyć wiele... to mój wianek z biedronkami, ptaszkami i kwiatkami zgłaszam na wyzwanie w Silesian Craft  "Wiosenny spacer"

Pozdrawiam :)

sobota, 29 października 2011

Jesienne wspominki :)

Dziś wspomnieniowo o początkach... Kasia na swym blogu opowiedziała piękną historię o początkach swojego filcowania i istnienia w "blogowym świecie"
W tym samym poście zaprasza do podzielenia się swoją historią.

A ponieważ dziś wieczorem ogarnęło mnie totalne lenistwo (mimo, że sterta drucików czeka na osznurkowanie) sięgnęłam wstecz do początków mojego bloga.
Gdzieś tam po drodze już pisałam, że makramy nauczyłam się na studiach,na zajęciach techniki. Cóż, proza życia, na zaleczenie trzeba było nauczyć się podstawowych węzłów, a ponieważ spodobało mi się, to powstały pierwsze prace... nie mam pojęcia co się z nimi stało :(

Do makramy wróciłam "nudząc się" na urlopie macierzyńskim- wtedy powstały włóczkowe szaliki


ten jest mój,do dziś go noszę. Drugi, dla Koleżanki niestety nie został uwieczniony.
A ponieważ mój urlop "nieco" się przedłużył, to szukałam dla siebie jakiegoś zajęcia. Szperając w sieci trafiłam na wiele ciekawych blogów... w mojej głowie zrodziła się wtedy nazwa mojego bloga. Do założenia "Ma-kramiku" dojrzewałam jeszcze długo. Ale w końcu w tajemnicy przed rodzinką, by nie zostać wyśmiana, zalogowałam się w blogerze.

Dziś gdy oglądam się wstecz i czytam swoje pierwsze posty mam wrażenie jakby od tego początku minęły wieki całe. Po drodze mój blog "wzbogacił" się o nowe techniki. Polubiłam bowiem decoupage i zabawę papierkami...w tych dziedzinach jestem typowym samoukiem :)
Tyle mojej opowieści, mam nadzieje, że Was nie zanudziłam?


Na osłodę jesiennych dni liściaste róże zrobiłam :)


I ułożyłam z nich w koszyczku bukiecik.


To mój debiut- zawsze chciałam tego spróbować... fajna rzecz, zrobiłam ich jeszcze kilka na prośbę Mamy, bo chce nimi przyozdobić stroik, na listopadowe święta.

Makramowo dużo się dzieje, bo czas już robić ozdoby świąteczne... na razie jednak ich tutaj nie pokazuję, wszystko ma swój czas...

Pozdrawiam :)

wtorek, 27 września 2011

Rozpędziłam się...

z szyciem :)
Poczyniłam kolejne filcowe bransoletki...

 

Cóż, muszę przyznać, że polubiłam pracę z filcowymi arkuszami. To taki materiał w sam raz na moje "umiejętności" szycia na maszynie: nie strzępi się, a jak coś się krzywo przytnie lub przeszyje, to można artystycznie "szczochrać" filc i uadać, że to efekt zamierzony :))))

 

Bransoletki w różnych wersjach kolorystycznych- moimi faworytkami są zielone... i taką też wybrała sobie Tosia :)

 

I z dwoma rodzajami kwiatków,

 

właściwie wszystkie do siebie podobne, a jednak każda inna :)

 

Ozdobione tym, co znalazłam w Tosinych zasobach koralikowych!

 

A żeby nie było, że z filcu to tylko dla dziewczyn coś szyję, to powstał szaro-czarny futerał, z kieszonkami (są z obydwu stron) na komórkę, czy inne "cudo" współczesnej techniki.
Zapinany na rzep, ozdobiony tasiemką "moro".

 

I jeszcze drugi, czarno-szary, z białymi przeszyciami, ozdobiony tasiemką "zebrą" :))))

 

Taka sobie para "komórczaków" :

 

Oglądając je z bliska można dopatrzyć się kilku niedociągnięć... ale miałam niezłą frajdę podczas szycia. I to jest bezcenne!
I nawet Mężowi się spodobały :)
Może, jak będzie grzeczny, to dostanie jeden z okazji Dnia Chłopca :)
A z filcem, to pewnie nie koniec, zostało mi jeszcze kilka fajnych kolorków, to i pomysły na ich wykorzystanie się znajdą... a najbardziej to mi się marzy, by nauczyć się filcowania, takiego prawdziwego.

Pozdrawiam :)

czwartek, 25 listopada 2010

Ubrałam...

jeden z moich wianuszków,



serduszko małe.



By nie zwariować przy pleceniu kolejnych serduszek, aniołków, gwiazdeczek...przerywnik sobie zrobiłam :)
Nawet maszynę do szycia wyjęłam i serduszko lniane uszyłam.

A całość to efekt mojej zabawy z pistoletem klejowym :)



A przyklejałam przysłowiowe "co się nawinie", stąd na wianku znaleźć można: żołędzie, szyszki różne, orzeszki ziemne, łupinki z orzeszków bukowych i z pistacji, do tego sznurek sizalowy z nanizanymi nań czerwonymi drewanianymi koralikami, kawałeczek lnu, lniane serce i element obowiązkowy w ma-kramiku- czerwony sznurek bawełniany :)




Z tego "misz-maszu" powstała dekoracja taka, z serca podarowana mojej Babci w dniu jej urodzin :)

Spodobało mi się to ubieranie...i stwierdziłam, że to niezły sposób na odprężenie.
Kolejny przerywnik w makramowych pracach już wkrótce, wszak na niedzielę trzeba wieniec adwentowy zdziałać!!!

Pozdrawiam serdecznie wszystkich tu zaglądających :)

środa, 17 listopada 2010

Z gliny lepione...

anioły

 

dwa.
Pierwszy ulepiony przez moją córkę siedmioletnią...

 


baaardzo mi się podoba!

 

Ma w sobie pewien urok :)
Ulepiony w ramach protestu... bo się zdenerwowałam lekko, gdy z ust Wychowawczyni usłyszałam, że dzieci nic ulepić nie potrafią...że trzeba kupić "gotowe" aniołki, a dzieciaki tylko pomalują i dzięki temu dostaniemy takie "piękne" prezenty świąteczne!
Oj, zagotowało się we mnie...zwłaszcza, że sama jestem pedagogiem i niegdyś pracowałam w szkole specjalnej. I na świetlicy często lepiliśmy, z różnych mas...

Oczywiście w domu sobie ponarzekałam i... dzieci moje do lepienia "zagoniłam", a że soli w domu zabrakło na masę solną, powstały figurki z gliny samoutwardzalnej :)



To mój glino-lepek.
Taka byłam z niego dumna :)
Zastanawiałam się, czy go pomalować, czy pozostawić takiego surowego...



już się nie muszę zastanawiać...pozostały po nim tylko te zdjęcia, bo mój mały Gagatek, oglądając go po raz "n-ty", w końcu zrzucił go ze stołu :(
Ale to nic, sól już kupiona, niedługo zabierzemy się za lepienie masosolnych figurek!

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie :)